Tutaj znajdziecie
najlepsze artykuły z prasy i internetu
poświęcone zabytkowym samochodom. Jak również
szeroko pojętej technice motoryzacyjnej. To
tutaj umieszczę teksty które ewentualnie
dostane od was. Może jakieś artykuły
sponsorowane. Ale to okaże się w praniu. Na
razie jest tekst kolegi.Lata lecą i
czasem nachodzą mnie refleksje. Miałem okazję
zobaczyć jak zmieniał się świat wokół mnie.
Poprzedni ustrój zastąpił nowy, włosy na głowie
zastąpiła łysina. Zmiany, zmiany, tylko to
jest pewne w życiu. Jeszcze matematyka, trzyma
się niezmiennie. Od zawsze 2+2 równa się 4.
Dzisiejsze koszty pasji kolekcjonerskiej stały
się zabójcze dla większości z nas. Wprawdzie
świat stoi otworem a z nim dostęp do obiektów
niedostępnych jeszcze 20 lat temu. Może się
przedstawię. Mam na imię Marek i jestem mężczyzną,
w tym roku kończę 40 lat. Mieszkam w dużym mieście
i zawsze miałem szerokie zainteresowania. Można
powiedzieć człowiek renesansu. Spytacie co to
ma wspólnego z samochodami. mówiąc prawdę
niewiele, ale tez o nich nie będę pisał. Zacząłem
od kosztów i na nich poprzestanę. Każdy chłopiec
wcześniej czy później fascynuje się autami,
jednym to zostaje, innym nie bardzo. Mając 18
lat przeżywałem fascynacje samochodem Porsche
911. Właśnie dostałem od ojca pierwszy własny
motor, skuter OSA. Czasy to były piękne wolność
po maturze. Pierwsze obłoki gazu na ulicach.
wtedy poznaliśmy nazwisko Wałęsa. Były to
tylko marzenia. Chyba się domyślacie z jakiego
powodu. Mijały kolejne lata. przyszedł rok 85
pierwsza praca, takie tam "inne"
przyjemności. W raz z pierwszymi wypłatami
poczułem potrzebę komunikacyjna. Jakiś czas później
w gazecie ogłoszeniowej przeczytałem dwa ogłoszenia.
oba podobnej treści, brzmiały mniej więcej
tak, "Sprzedam Porsche 911 rocznik 63, drugi
silnik, części, cena 3000000 zł". W roku
poprzedzającym Balcerowicza kwota ta nie była
mała, jednak w zasięgu. Właśnie wtedy stałem
przed decyzja zakupu własnego komputera. W tzw.
międzyczasie zostałem informatykiem. Pieniądze
się znalazły sprzedawca tez. tylko ten dylemat,
komputer czy marzenie z dzieciństwa. Potrzeba
zawodowa przeważa, kupuje komputer. O ogłoszeniu
nigdy nie zapomniałem. I regularnie śledziłem
rubrykę Auto-moto/Sprzedam. Nie, 911-tki nigdy
nie kupiłem. Z pasją do samochodów wygrała
nowa - komputery. Stały się one /komputery/
moim zawodem-pasją-hobby-obsesją i czytam
jeszcze mogą być. Tak jak to bywa w przypadku
pasji inne funkcje życiowe schodzą na drugi
plan, no może jedna się ostaje :). Samochód
stał się środkiem lokomocji, jednak 911 został
w pamięci. W zeszłym tygodniu miałem w rękach
magazyn Automobilista, zaglądam do rubryki
"sprzedam". Jest i 911, podany rocznik,
stan, cena. Właśnie cena. Na samochód rodzinny
się nie nadaje. Na zabawkę za drogi. Wtedy lata
temu buł to wydatek w akceptowalnych granicach.
Dziś Porsche w takim samym wieku kosztuje 3 razy
tyle. Oczywiście po przeliczeniu siły nabywczej
złotego. Na to samo skarżą się znajomi
kolekcjonerzy, ktoś powie "to ekskluzywny
model" możesz kupić coś tańszego. Owszem
mogę również nic nie kupować. Ale przecież
nie to miałem na celu zaczynając pisanie. Można
zbierać moździerze albo karty telefoniczne, czy
komputery. Ceny rosną wraz z ilością
kolekcjonerów. Był taki moment gdy zrobiło mi
się szkoda kolejnego komputera. Który stracił
swe zastosowanie, czas dla elektroniki jest
jeszcze bardzie bezwzględny niż dla samochodów.
Popatrzyłem na niego i powiedziałem, "
dobrze służyłeś, czas na emeryturę, będziesz
miał u mnie Dożywocie". I tak się zaczęło
teraz już jest ich kilkadziesiąt. Gdy żona
pyta mnie, "a ile mamy w domu komputerów"
ja odpowiadam, "trzydzieści?". Tak jak
i kolekcjonerzy zabytków na kołach, mam z nimi
identyczne problemy. często trafiają do mnie
niekompletne i uszkodzone. zaczyna się mozolne
poszukiwanie części i schematów. Czasami
czekają na naprawę i kilka lat. Niektóre do
dzisiaj. Początkowo wiele komputerów trafiało
do mnie za darmo, jednak dziś już tak nie jest.
Pojawiło się wielu zbieraczy, są między nimi
ludzie zdecydowani zapłacić duże pieniądze za
upatrzony obiekt. Wszyscy to znamy. I jeśli są
jeszcze związane z naszymi młodzieńczymi
fascynacjami. Brak gotówki rodzi frustracje. Z
takiej frustracji powstają później podobne
teksty ;)))))). Jak wszystkie wytwory ludzkich rąk,
początkowo nikt nie ceni ich wyżej niż cena
zakupu. Potem tracą na wartości i lądują w
piwnicy, na śmietniku, są przekazywane rodzinie
w prezencie. Drudzy i następni właściciele już
nie mają żadnych sentymentów. Dopóki spełniają
swe zadania są akceptowane. Później czeka je
kolej każdego starocia. I tu jest rola dla
kolekcjonera. To my radujemy je od zniszczenia.
Potem doprowadziwszy do stanu pierwotnego,
podziwiamy je w nabożnym skupieniu. Narażając
się na niezrozumienie rodziny /żon/.
Kolekcjonerzy zawsze są ludźmi b. samotnymi.
Trochę się rozdrobniłem. Chciałem się
podzielić radością czerpana z pasji zbieracza.
Pozdrawiam i życzę nowych okazów unikalnych i
w jak najlepszy stanie.
Marek
|