Im dłużej
zajmuję się kolekcjonerstwem lub może bardziej
zbieractwem, tym bardziej się przekonuję że
mam coraz mniejszy wpływ na to jakie przedmioty
wpadają w moje ręce. To twierdzenie jest
oczywiście prowokacją ale właśnie chcę w ten
sposób spróbować wyjaśnić , co dzieje się z
człowiekiem opętanym pasją zbieraczą.
Wspominałem że kolekcjonowanie samochodów, co
stanowi moje główne hobby, jest ogromnie
niebezpiecznym sportem .....że ofiar tu więcej
niż we wszystkich sezonach formuły 1, rozwodów
więcej niż z powodu zdrad niewiernych
małżonków a i bankructw bez liku. Dlaczego
wiec tak wielu ludzi decyduje się na tą
niełatwą acz podniecającą drogę i formę
spędzania wszystkich wolnych chwil, kosztem
innych przyjemności i jakiegokolwiek komfortu ?
Jako zawodowy psycholog mógłbym długo
rozważać przyczyny takich a nie innych
zachowań , opętanych tą oto pasją ludzi .
Można się podpierać teoriami o specyficznych
cechach charakterologicznych , o mechanizmach
racjonalizacyjnych które pozwalają uciec w ten
sposób od problemów . Można dowodzić
wpływów kulturowych lub doszukiwać się
realizowania podświadomych pragnień odwołując
się do myślenia psychoanalitycznego . Nawet
można udowadniać genetyczne uwarunkowania lub
powołać się na wpływ gwiazd na takie a nie
inne cechy ......To wszystko można robić i
wszystko może brzmieć dość przekonywująco.
Pomimo mojego zawodowego przygotowania im
dłużej sam tkwię w tym nieszczęściu, na
własna prośbę, tym bardziej myślę ze
wszystko to nie prawda . O co wiec naprawdę
chodzi ?
Ano właśnie ....zaczynam się coraz bardziej
skłaniać do teorii rodem z “ Archiwum X “
Ale zanim wyjaśnię mój pogląd , przyjrzyjmy
się sytuacji. Każdy z nas pewnie spotkał się
z sytuacją ze napotkany przedmiot nadmiernie
przykuwa naszą uwagę . Bez względu na to, czy
jest się kolekcjonerem czegokolwiek, czy
człowiekiem o zdrowym stosunku do przedmiotów
martwych , następuje moment że powstaje
sytuacja nad która nie panujemy.
Otóż wracamy ze sklepu , bazaru z rzeczą
której w ogóle nie potrzebowaliśmy , która
niczemu nie śluzy . Sami się sobie dziwimy, o
ile mamy takie zdolności samo poznawania i
rzucamy przedmiot w kąt. Dopiero po czasie
okazuje się jaki sens miał zakup gadgetu.
Tak samo reagują po pewnym czasie nawet wytrawni
zbieracze . Pozornie wiedza czego chcą czego
pożądają . Jednak po powrocie z pchlego targu
stwierdzamy ze nie do końca wiemy dlaczego to
wpadło nam w ręce czy raczej w oko. Każdy
człowiek bardzo pragnie aby jego działanie
było celowe i przewidywalne, wiec włączamy
wtedy wszystkie moce i zazwyczaj udaje nas samych
siebie przekonać że zakup był celowy bo np. .
rozpocznie nowa kolekcje , będzie ładnie
wyglądał na kominku /choć na kominku już nic
ładnie nie wygląda w związku z masą
przedmiotów tam tkwiących /,. Ale jeżeli
zdobędziemy się na samorefleksje to zdamy sobie
sprawę że dotyka nas właśnie cos
niewytłumaczalnego , dziwnego , niesamowitego .
Wzywamy agenta Murdera i agentkę Scarlet ,
niestety nawet oni nie są wstanie złamać tej
zagadki . Spróbujmy zrobić to sami , może
choć trochę przybliżymy się do tej wielkiej
tajemnicy.
Już czas abym wyjawił swoje kontrowersyjne w
tym przedmiocie przemyślenia .
Tak będzie to brzmiało nieprawdopodobnie ale
jestem przekonany że to przedmioty zbierają nas
a nie odwrotnie . Wielu kolekcjonerów być może
w pierwszej chwili się oburzy ale sądzę że
dadzą się przekonać , a nawet jeżeli nie to
zaczną się zastanawiać i pozostawię w nich
niepokój . Kto z nich może bowiem z czystym
sumieniem powiedzieć że nie zetknął się z
podobną sytuacją jaka przydarzyła mi się
parę lat temu .
Będąc w podroży służbowej w Szczecinie,
pewnego wieczora znalazłem się przed witryną
antykwariatu . Godziny handlowe już minęły, a
ja stałem sobie i spokojnie obserwowałem rożne
bibeloty znajdujące się na wystawie .
Nieoczekiwanie drzwi otwarły się i właściciel
zapytał czy nie chcę wejść do środka . Nie
wypadało odmówić. Wręcz czułem się , jak to
w takich wypadkach bywa, zobligowany do jakiegoś
zakupu. Wiedziałem że mam w kieszeni jedynie
145 złotych . Wtedy wzrok mój padł na
gablotkę z porcelaną . Nigdy zbieranie
porcelany mnie nie podniecało, wręcz przeciwnie
kupowanie przedmiotów które wielokrotnie
dotykały obcych ust napawało mnie niechęcią .
I wtedy wydarzyło się “ to cos”.
Na środku ,na dolnej półce stała sobie
niepozorna żeby nie powiedzieć wątpliwej urody
filiżanka z drobnym kwiatowym wzorkiem .
Zupełnie nie mogłem od niej oderwać myśli
..spojrzałem na cenę .....145 złotych . Nie
wiem czy byłem już na tyle zmęczony całym
dniem czy znalazłem się pod wpływem jakiejś
siły , ale resztę pamiętam jak przez mgłę .
W ten sposób filiżanka stała się moja
własnością . Pomyślałem że w domu upchnę
ją gdzieś w koncie żeby nie burzyła poczucia
estetyki .
Jakież było moje zdziwienie kiedy po powrocie
do domu , moja żona do mnie powiedziała :
zobacz co znalazłam na strychu babci przy
porządkach ....i wyciągnęła z zza pleców
............identyczną filiżankę jak ta
zakupiona w Szczecinie.
Trudno już opisywać dalej co się działo
....śmiech, przerażenie ....a potem zwalenie
wszystkiego na karb wielkiego przypadku.
Kolejny raz taka przygoda , na którą już
świadomie zwróciłem uwagę , bowiem nie mogę
być pewien czy w masie moich zakupów już nie
zdarzały się takie związki , ale jeszcze ich
nie odkryłem, zdarzyła się parę miesięcy
później . Księgarnia na Warszawskiej ...rząd
książek używanych ...przeglądam je bez
specjalnego zainteresowania , ot tak dla zabicia
czasu. Raz po raz ,książkę wyciągam oglądam
. Kiedy po raz kolejny jakaś wędruje do moich
rąk , wchodzi do sklepu dawno nie widziany
kolega ze studiów . No wiadomo, powitanie po
latach szybkie wspominki , żarty z wyglądu ,
umawianie się na “koniaka “ i w tym
rozgardiaszu nie zauważyłem nawet ze
położyłem książkę na ladzie, a pani już
ją zapakowała i wbiła na kasę.
Cóż robić ..wiek jeszcze wtedy nie uzasadniał
takiego roztargnienia , wiec potulnie wsadziłem
książkę pod pachę i powędrowałem do domu .
Na miejscu zacząłem ją przeglądać....był to
tom V dziel Williama Szekspira, ładne wydanie z
1895 . Na stronie tytułowej zamazany exlibris
poprzedniego właściciela ..próbuje go
odczytać .....zaraz Dół.....Dołega Witkowski
. I wtedy cos mnie tknęło ....nie jestem
zbieraczem książek ,ale mniej więcej pamiętam
co gdzie leży w mojej bibliotece. Tak, kiedyś
już widziałem taką pieczęć ...zaraz
......nerwowo przekopuję dolną półkę
i.....tak to musi być to . Jedyny egzemplarz z
Dzieł Mickiewicza wydanie 1929 , pamiątka po
ciotce . Książka zakurzona od lat, zapomniana ,
wciśnięta w kąt, bo przecież zawsze
korzystało się z wydań współczesnych i
pełnych. Ale właśnie ta osamotniona książka
ma ten sam znak . Być może ciotka pożyczyła
ją kiedyś od właściciela i nie oddała, lub
może był inny powód , tego nie dowiem się
nigdy. Fakt jednak pozostaje faktem . Książki z
tego samego zbioru “ odnalazły się “ Czy
znowu można mówić o przypadku ....pewnie, ale
mój racjonalizm uległ wtedy mocnemu
nadwyrężeniu.
Od tego czasu, zacząłem zastanawiać się i
analizować zakupy oraz losy poszczególnych
przedmiotów , oczywiście przy uwzględnieniu
mojego głównego hobby czyli pasji zbieractwa
wszystkiego co jest związane z historią
motoryzacji . I w ten sposób teraz już jestem
zupełnie przekonany do tezy że zbieracze nie do
kończą panują nad swoimi pasjami . To nie
kolekcjonerzy kolekcjonują przedmioty , to
przedmioty kolekcjonują kolekcjonerów. Może
ktoś myśli że oto stworzył jakiś zbiór
ciekawych bibelotów ,a to nie do końca prawda .
To właśnie one w jakiś dla nas niewyjaśniony
sposób wyznaczyły sobie spotkanie , a człowiek
jest tylko ślepym narzędziem realizującym
zamierzenia przedmiotu . Dreszczyk po plecach
przebiega ...co ....ale pewnie i drwiący
uśmiech .
Nie lekceważmy jednak sił tkwiących w materii
nieożywionej. Wszak te wszystkie przedmioty
żyją razem z nami i codziennie są świadkami
wszystkich naszych emocji , są przesączone
naszymi uniesieniami , miłością ,
nienawiścią i tym wszystkim co nam się
codziennie zdarza.
Właśnie samochody ze względu na swoją
złożona formę , indywidualizm są jednym z
nalepszych ” mediów “. Jadąc samochodem
człowiek doznaje swoistej psychoterapii , myśli
o rzeczach o których nie śmie myśleć , marzy
, planuje . Samochody są świadkami wielkich
miłości , zbrodni , kłamstw ...tego
wszystkiego co stanowi jasną i ciemną stronę
naszej natury. I to wszystko wsiąka w fotele ,
przenika i wkomponowuje się w kształt i barwę
pojazdu , słowem samochód taki , po wielu
latach okazuje się gigantycznym kufrem
wspomnień , prawdziwą współczesną puszką
Pandory. Wspominałem już poprzednio, o
przypadkach samochodów fatalnych min . Porche
Jamesa Deana . To już klasyczny przykład ,
ezoterycznej eksplozji naładowanego do granic
możliwości pojazdu . Przypomnijmy sobie jeszcze
raz zdarzenia związane z samochodem Jamesa , bo
w świetle naszych rozważan , są one
doskonałą ilustracją tezy ,że silne emocje ,
przeżycia ludzi odbijają się na losach ich
pojazdów. Porche w którym zginął gwiazdor
filmowy, po wypadku było transportowane
ciężarówką. .Samochód po chwili zsunął
się i połamał mechanikowi nogę. Ale na tym
nie koniec . Silnik zamontowano w innym
samochodzie , który rozbił się podczas
wyścigu , zabijając kierowcę , drugi biorący
w tym wyścigu samochód z przekładnią biegów
przeniesioną z Porche przekoziołkował raniąc
kierowcę. Dwie opony Porche przełożone na
trzeci samochód pękły jednocześnie bez
wyraźnej przyczyny. Karoseria wystawiona na
pokaz , na wystawie poświeconej bezpieczeństwu
drogowemu , zsunęła się z platformy , łamiąc
biodro pewnemu nastolatkowi.
Ciężarówka ,przewożąca później karoserie
na inna wystawę miała wypadek, w którym
zginął kierowca, w innej przewożącej ją
ciężarówce obluzował się hamulec ręczny i
samochód wjechał w sklep. Na koniec w 1959 roku
w Nowym Orleanie, lustawiona na wspornikach
karoseria rozpadła się na jedenaście
kawałków. Brrrr .....dość koszmarny obrazek
....ale być może sprowokowany tym co działo
się w tym samochodzie , kiedy używał go
niesforny i wybuchowy James Dean.
Tak wiec kiedy zwracam się do moich pojazdów
wypowiadając słowa “och żeby te fotele
mogły mówić” zawsze w duchu dodaje.....”
ale bez przesady ..”
W mojej kolekcjonerskiej pasji, najbardziej
zajmowało mnie właśnie odczytywanie takich
znaków z przeszłości , szukanie historycznych
śladów , wyjaśnianie lini genealogicznych
czyli poznawanie dawnych właścicieli. Przez te
parę lat , natknąłem się na wiele dowodów
uzasadniających moje wcześniejsze tezy o
szczególnych właściwościach materii ,w tym
wypadku pojazdów. Doświadczałem już uczucia
przywoływania ........przejeżdżając koło
jakiejś stodoły czułem że w środku ktoś a
raczej coś mnie wzywa . Nie musze chyba
dodawać, że okazywało się że istotnie w
środku spoczywa jakiś zaniedbany pojazd.
Spotkałem się z sytuacją że samochód szukał
ratunku przed niechybnym pocięciem, zaplanowanym
już przez swojego właściciela . Moje auto
popsuło się na drodze do Kielc , musiałem
iść do najbliższych zabudowań aby poszukać
pomocy . Wchodzę na podwórko a tam właśnie
odbywa się egzekucja . Stary fiat 1100 jest
pozbawiany szyb, aby wkrótce po pocięciu blach
wylądować na złomie. Krótka rozmowa
...targowanie i jest już uratowany . Telefonuję
po pomoc drogową dla mojego samochodu . Po pól
godzine pojawia się siwy sympatyczny kierowca
pomocy i nie panuje nad swoim śmiechem , kiedy
okazuje się że samochód jest sprawny i nie ma
już żadnych objawów awarii. Tak wiec pomoc
drogowa zabiera z podwórka fiata który w ten
oto sposób uchodzi z życiem ....a ja zatapiam
się w myślach nad......................no żeby
uniknąć przymusowego leczenia ...powiedzmy
nad... istotą przypadku.
Cóż ,wiele jeszcze mam wspomnień związanych
na przykład z częściami zamiennymi do
samochodów zabytkowych, które pojawiają się w
sposób nieoczekiwany w zupełnie nieoczekiwanych
miejscach. Opowieści o tym można by snuć i
snuć .....ale czy nie lepiej ot tak wsiąść do
jednego z tych zabytkowych pełnych wspomnień
pojazdów , zamknąć oczy i wsłuchać się w
gwar ulicy z końca lat 30 , podsłuchać
kłótnie małżonków , wczuć się w sytuacje
partyjnego bonza podróżującego limousiną na
polowanie. A może nawet uda się posłyszeć
szum Pacyfiku w cadillacu który stojąc na
morskiej skarpie nie raz ukrywał w sobie
spragnionych miłości ludzi. Namawiam gorąco do
takiej podroży w czasie .Treningi można
odbywać pijąc herbatę z ocalałej z
przedwojennego serwisu filiżanki , lub
otwierając ale bron boże nie czytając , bo w
ten sposób człowiek się rozprasza
niepotrzebnie, jakąś starą książkę.
Wszystkich którzy osiągną już w tej
dziedzinie jakieś rezultaty jak również tych
zupełnie nie przekonanych ,zapraszam do
odwiedzenia moich mini zbiorów .
Być może na widok jakiegoś pojazdu mocniej
zabije komuś serce , a jeżeli nie to również
dowód na życie materii .......i inspiracja :
szukaj , szukaj jeszcze człowieku ....cos na
pewno na ciebie jeszcze czeka...............
|